Jest taka choroba, która może się wydawać żyć własnym życiem. Wciąż są przypadki w których uznajemy ją za nieuleczalną i mimo starań kręgów medycznych nie jesteśmy w stanie dojść jej prawdziwego powodu. Natomiast rak, bo o nim mowa, posiada dziwną korelację związaną z humorem. Okazuje się, że ludzie, którzy nie załamali się na wieść o tym, że posiadają tę chorobę, tylko cieszyli się życiem, oglądali zabawne filmiki i wykazywali radość, albo znacznie szybciej radzili sobie ze skutkami choroby, albo całkiem się z niej wyleczyli.

Tego funkcjonowania nie można zrzucać wyłącznie na karb wydzielających się wtedy hormonów szczęścia (endorfin) i jednoczesnego zminimalizowania hormonów stresu (kortyzol i adrenalina), tu jest jakiś głębszy sens. Gdyby rozluźnienie i kawały miały wpływ na każdego człowieka, to spora większość z nas byłaby zdrowa. Niemniej jednak to tak nie funkcjonuje. Oddziaływanie to widoczne jest tylko u jakiegoś procenta ludzi, natomiast jak mówi maksyma, skoro choćby jeden człowiek zdołał się wyleczyć z jakiejś choroby, to znaczy, że jest ona uleczalna. Dowcipy dozowane w stosowny sposób i rozważenie sprzężenia zwrotnego między dobrym samopoczuciem a stanem organizmu jest tutaj kluczowe do zrozumienia zagadki tego, jak to można się dzieje, że niektórzy Ci zdrowieją przez śmiech. Co odbywa się w ichniejszym organizmach, że codzienna dawka humoru jest ichniejszym w stanie wyleczyć z tak wielu chorób. Jest w tym coś fantastycznego, a równocześnie wciąż pozostaje to dla nas wielką tajemnicą, którą pewnie nie szybko rozwikłamy.

Zobacz tutaj: obrazki.